Zarejestruj    Zaloguj    Dział    Szukaj    FAQ

Strona główna forum » Eksploracja » Obiekty przemysłowe » Obiekty przemysłowe - Łódzkie




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 
Autor Wiadomość
 Post Napisane: 14 lis 2015, o 14:50 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 15 cze 2015, o 22:44
Posty: 17
Lokalizacja: z Pabianic
Imię: Michał
Witajcie, dzisiaj napisałem kilka słów o papierni, której los fizycznie zakończył się kilka dni temu. Zapraszam do lektury!

Papierowe królestwo z Pabianic
Historia pabianickiej papierni rozpoczyna się w 1855 roku, kiedy rozpoczęto wznoszenie murów fabryki. Pierwsza maszyna weszła w ruch kilka lat później zasilana niewielką lokomobilą o mocy 16 KM. Wyrabiano tekturę i papier pakowy. Zakład z wolna nabierał rozmachu. W 1874 roku zakłady zlicytowano, wobec czego nowym właścicielem stała się nowo założona spółka "Robert Saenger – Fabryka Papieru w Pabianicach". Po 1895 roku dochodzi do pożaru wewnątrz zakładów. Stało się to okazją do modernizacji parku maszynowego. Zainstalowano między innymi nową lokomobilę o zawrotnej mocy 2000 KM. Produkcja sięgała wówczas do 500 ton gotowego materiału miesięcznie. Rok 1907 przyniósł budowę kotłowni i komina. 65 metrowy, ceglany komin wzniesiono w bardzo ciekawy, innowacyjny sposób - z uwagi na bagienne podłoże postawiono go na drewnianych palach, na które wylano powłokę żelbetu, stanowiącą podstawę budowli. Całość okazała się na tyle trwała, że komin możemy podziwiać do dzisiaj.
Jak podaje archiwalny numer "Życia Pabianic" - "Fabryka rozwija się. Robi i bez problemów sprzedaje papier piśmienny, na afisze teatralne i kinowe oraz do albumów." W 1931 roku doszło do kolejnego przekształcenia na rzecz szwajcarsko-niemieckiego konsorcjum "Steinhagen i Saenger – Fabryki Papieru i Celulozy". Zakłady wciąż rozwijano, dobudowywano kolejne hale. Papiernia stała się jedną z największych na terenie kraju.

Niepewne dni
Prężna produkcja nie mogła trwać wiecznie. Nadszedł ciężki okres - II Wojna Światowa. Zakłady produkowały już przynajmniej 700 ton materiału miesięcznie, gdy we wrześniu 1942 roku okupanci rozkazali wstrzymać produkcję. Fabrykę doszczętnie splądrowano. Maszyny wywieziono na teren Rzeszy. Pomieszczenia zakładów zaadaptowano czasowo do roli magazynów wojskowych. Można przypuszczać, że składowano tam broń, amunicję i żywność. Po zakończeniu działań wojennych papiernia przeszła pod rząd państwa Polskiego. Nie było jednak żadnych realnych szans na wznowienie cyklu produkcyjnego. Pracownicy papierni nie pozwolili zaprzepaścić pustych hal. Skrzyknęli swoje siły po to, aby w jak najkrótszym czasie przywrócić dawny ład. Udało się odnaleźć część prędzej wywiezionych urządzeń. Niektóre zrekonstruowano "z pamięci", pozostałe zmontowano i naprawiono, tak że już w drugiej połowie października 1945 roku maszyny ruszyły. Na początku lat 60. oddano do użytku czteropiętrowy blok socjalny zbudowany na rzecz pracowników papierni. Blok powstały przy zbiegu ulic Wyspiańskiego i Marii Skłodowskiej-Curie w Pabianicach do dzisiaj wyróżnia się specyficzną architekturą zewnętrzną i wewnętrzną. Budowlę wzniesiono z cegły.
W 1975 roku w skutek polityki obecnych decydentów PRL zakład staje się filią Łódzkich Zakładów Wyrobów Papierowych.

Pierwsza śmierć "kury znoszącej złote jajka"
Przemiany ustrojowe pod koniec lat 80. nie wniknęły znacząco na proces produkcji. Wręcz przeciwnie - Pabianicka Fabryka Papieru odnotowuje znaczący rozkwit! Ciężko było przewidzieć, że za kilka lat kres temu procesowi położy przypadek losowy, a następnie ludzka chciwość...
Zakład zatrudniał około 350 osób. Poza typową produkcja papierniczą - tekturą, papierem piśmienniczym itp. - znaczący wpływ do budżetu zakładu stanowił kontrakt na produkcję dla wojska; wytwarzano papier nitrocelulozowy na potrzeby pirotechniki wojskowej. Miejscowe legendy powielają, że przez szereg lat produkcja ta była tajna. Niestety - wytwarzanie tak niebezpiecznych materiałów niosło za sobą pewne ryzyko, które ziściło się już w nocy 22 marca 1996 roku, gdy iskra jednej z maszyn upadła na "papier wybuchowy". Pożar błyskawicznie rozprzestrzenia się po fabryce. Łuna płomieni widoczna jest z Łodzi. Na miejsce zadysponowano wszelkie okoliczne siły gaśnicze. Zakłady spłonęły.
"Wydmuszka" wypalonych murów wydawała się mówić jasno - to już koniec papierni w Pabianicach. Niespodziewany zwrot akcji nastąpił kilka dni później, gdy ówczesny prezes PFP wypowiedział się dla lokalnego tygodnika słowami: "powodów do odbudowy jest kilka. Pracę straciłoby 250 ludzi. Poza tym nie zarzyna się kury, która znosi złote jajka". Fabrykę rychło odbudowano. Na uroczyste otwarcie przyjechał nawet późniejszy premier, Leszek Miller. Nowocześnie wykończone i wyposażone hale były powodem do dumy, która zgasła bardzo prędko...

Druga śmierć "kury znoszącej złote jajka"
Fabrykę pozornie udało się uchronić od bankructwa. Rozruszana na nowo produkcja prędko "wypracowała" straty pożarowe. Pojawili się jednak nieodpowiedni ludzie, którzy postanowili na tym zarobić. Około 2001 roku sąd ogłosił upadłość Pabianickiej Fabryki Papieru na skutek potężnego długu wynoszącego aż 12 milionów złotych. Wszyscy pracownicy utracili zatrudnienie. Sprawą zainteresowała się prokuratura, bowiem dziwne było to, że dobrze prosperujący zakład nagle generuje takie straty. Okazało się, że jak podaje akt oskarżenia, "prezes zawierał niekorzystne umowy kupna-sprzedaży, dzierżawy, najmu, pośrednictwa, doprowadzając tym samym do upadłości Fabryki Papieru, czym wyrządził szkodę w wysokości co najmniej 3.500.000 zł udaremniając zaspokojenie 185 wierzycieli." Uściślając - na terenie Pabianickiej Fabryki Papieru działalność prowadziły spółki-córki prezesa - Papier-Mill, EKO-PAP i Produkt-PAP, które... zajmowały się sprzedażą papieru pozyskanego (zapewne) za bezcen z PFP. Ponadto spółki wynajmowały od PZP liczne pomieszczenia, przykładowo czynsz za pokoje w biurowcu (wraz z wodą, ogrzewaniem i prądem) ustalono na... 200 zł! Nieco później prezes wynajmuje grunt pod skup makulatury od Papierni jako spółka-córka za... 50 zł. Pomimo tego dzierżawi go osobie prowadzącej skup za 300 zł. W końcowym okresie istnienia upadającej papierni okazało się, że wydano z budżetu zakładowej niemal 20 tys. zł na obiady, rozrywkę i prezenty. Ponadto podróże służbowe w samym 2000 roku uszczupliły kasę firmy o 64,684 złotych, przy czym zarząd jeździł własnymi samochodami, pomimo tego, że na stanie Papierni znajdowało się pięć samochodów służbowych nielichej klasy.
Te i wiele innych udokumentowanych w aktach działań, które pomijam, doprowadziły świetnie prosperującą fabrykę do upadku. Sprytny zarząd "wyciągnął" pieniądze z głównej Fabryki Papieru lokując je na kontach swoich prywatnych spółek.
Po upadłości zakładów, jak mówi były pracownik, zawiązano niewielką spółkę pracowniczą, która kontynuowała produkcję do 2007 roku. Po tym w murach na dobre zagościła ciemność i smród stęchlizny. Maszyny zlicytowano na aukcji komorniczej, pracownicy zaś wymontowali wszystko to, co było wkładem ich osobistej pracy (między innymi całkowite poszycie dachu i stropów w jednej z hal). Zakładem zainteresowany był inwestor z Warszawy, który wycofał się jednak z zakupu po wpłaceniu wadium.

Ostatnie chwile
Miałem okazję kilkakrotnie zwiedzić wnętrza fabryki w okresie 2014-2015. Potęga zabudowy, jak i stan jaki zastałem wewnątrz sprawiły na mnie piorunujące wrażenie. Nie często zdarza się przecież wejść do fabryki, gdzie wciąż czuć zapach smarów a maszyny (głównie celulozowni) częściowo pozostają na swoim miejscu! Szokujący był widok wind zatrzymanych na zawsze gdzieś pomiędzy piętrami. Zapamiętałem także obraz szatni czy palarni, gdzie czajnik z wodą jakby czekał na zaparzenie herbaty. W szafkach wciąż tkwiły pełne uniformy pracowników natomiast magazyny skrywały tony materiału papieropodobnego. Znajdowały się także pomieszczenia, które - po prostu - wciąż tętniły życiem, dotyczyło to przede wszystkim "elektrowni" zakładowej. Ostatnie dźwięki specyficznego buczenia szaf transformatorowych na tle smrodu wilgoci, echa niesionego kolejnymi halami i odgłosu kropel spadających na ziemie były niepowtarzalne. Wędrując pewną potężną, przepiękną żeliwną klatką schodową prowadzącą na szczyt któreś wieży ciśnień skręciłem w jakieś poboczne wejście, które zaprowadziło mnie do kolejnej, mniejszej klatki schodowej i maszynowni windy. Maszyneria - w pełni zachowana - wyglądała jakby do uruchomienia od zaraz. Zejście po drabince na poddasze ujawniło pozostałości po pożarze - niezwykle zaskoczyło mnie, że większość krokwi było zwęglonych i jedynie podtrzymanych nowymi "stemplami". Można się domyślać, że ta prowizoryczna praca spowodowana była próbą jak najszybszego i najtańszego uruchomienia zakładów po pożodze w 1996 roku.
Zdecydowanie największe emocje wyzwalał dział celulozowni, gdzie pośród potężnych rur i mieszalników bogatych w żeliwne konstrukcje walały się przedmioty codziennego użytkowania, dokumenty i odzież. Tak, jakby pracownicy opuścili to miejsce kwadrans wcześniej.
Niestety – nikomu nie będzie już dane dojrzeć tych murów. Fabrykę fizycznie zlikwidowano miesiąc temu.

Jako uzupełnienie do tekstu zdjęcia "klimatów" i potęgi papierni:

Obrazek
Ostatnie główne wejście do zakładów prowadziło przez okazałą, zniszczoną rąbkiem czasu kotłownię. Dach dziurawy niczym sito, zdecydowana część wyposażenia wywieziona. W oczy rzucał się panel wyposażony w przyciski, mierniki oraz trzy wielkie zegary wskazujące zapewne niegdyś temperaturę kotłów.

Obrazek
Gaśnica śniegowa (CO2), która już nigdy nie zostanie użyta. Za moimi plecami znajdowały się dwa wejścia - na wprost do transformatorni i pomieszczeń z maszynerią nieznanego przeznaczenia, oraz w bok - wgłąb papierni.

Obrazek
Wkraczając do przestrzeni produkcyjnej w pierwszym momencie trafiamy do pomieszczeń socjalnych. Toalety, umywalnie oraz domniemane szatnie. Cała przestrzeń spowita jest w ciemnościach. Po jednej ze ścian nieznośnie cieknie woda, która niesie echo po całej okolicy.

Obrazek
Wędrujemy korytarzem mijając kolejne pomieszczenia. Od razu w oczy rzucają się dwie pary drzwi po lewej stronie, przez które wybija światło - znajdują się tam jedyne okna w tym miejscu. Pomieszczenia stanowią magazyn części zamiennych i warsztaty. Przytłacza ilość zachowanego materiału i tajemniczych urządzeń. Po dziś dzień nie mogę zidentyfikować przedmiotu widocznego na zdjęciu - macie jakieś typy?

Obrazek
Mijamy próg pierwszej hali. Pokryta całkowitą ciemnością, zapachem smarów i wilgoci oraz echem, które niosło jeszcze długo każdy krok i kroplę wody z wciąż przeciekającego stropu. Miejsce to było niezwykle niebezpieczne - w posadzce mnożyły się doły po basenach i/lub kanałach, wobec czego jedynym sposobem na przemarsz przez halę był spacer po wąskim rancie lub zaimprowizowanej belce.

Obrazek
Przebijając się na drugą stronę - ku widocznemu światłu - dotarłem do wąskiego korytarza technicznego, którego wnętrze rozświetlały świetliki zlokalizowane pod sufitem. Oświetlenie jak i część instalacji elektrycznej wciąż tkwiły na swoim miejscu, chociaż już nie działały.

Obrazek
Wędrując korytarzem dotarłem do punktu, w którym straciłem orientację. Minąłem bowiem drzwi do kolejnej, ciemnej hali, w której znalazłem "przebitkę" na zewnątrz, nie było to jednak wyjście do pomieszczeń socjalnych! Zrozumiałem wówczas, że czeka mnie nielicha przygoda w klimacie, który od dawna uznawałem już za wymarły. Wróciłem do korytarza kontynuując podróż w głąb zakładu.

Obrazek
Skręcamy w najbliższą izbę, schodząc po drabince kilka stopni w dół. Trafiamy do niewielkiego pomieszczenia przedzielonego na kilka kolejnych, gdzie mieściły się baseny z wodą. Nie potrafię wytłumaczyć jaka była ich rola i co się w nich znajdowało.

Obrazek
Wybierając jeden z korytarzy ruszyłem w ciemną, klaustrofobiczną drogę docierając do osmolonego pomieszczenia oświetlonego oknem dachowym. Co ciekawe - wzdłuż traktu pieszego przebiegał kanał, nad nim znajdowała się kładka oraz drabinka na pomost, z którego można było wedrzeć do innego kanału. Jak się później okazało, w wielu miejscach nad moją głową znajdowały się napowietrzne pomosty-kładki podwieszone pod sufitem. Brakło mi jednak odwagi i czasu, aby z nich skorzystać. Ciekawe też, że kontynuując drogę tym korytarzem doszedłem do czystego, prywatnego pokoju wypełnionego gratami, z którego dalej wyprowadzały zamknięte, stalowe drzwi. Z pewnością korytarz łączył się z kolejnymi, wciąż użytkowanymi budynkami.

Obrazek
Wróciłem do pierwszej, ciemnej hali by rozejrzeć się po pozostałych pomieszczeniach. Klucząc tak pomiędzy basenami dotarłem do przedziwnego, jakby surowego miejsca. Uroku dodawało światło dzienne wpadające przez świetliki dachowe oraz zdewastowana przez rdzę instalacja elektryczna i wszechobecne omszałe ściany. Nie wiedziałem jeszcze, że właśnie wchodzę do słynnej celulozowni...

Obrazek
Obracając się dostrzegłem taki widok. Zapierająca dech w piersi gra świateł, kompletne instalacje i względna czystość. Po lewej stronie znajdował się szyb windy towarowej - jednej z wielu w fabryce.

Obrazek
Podchodzimy pod potężne zbiorniki celulozy, z której wytwarzano nie tylko papier ale również wybuchową nitrocelulozę. Uwagę przykuwają solidne instalacje oraz napowietrzne pomosty łączące wszystkie zbiorniki. Wszędzie widać biały pył - pozostałość procesu produkcji. Żółte światło spowodowane jest kolorem szyb w świetlikach. Wszystko to sprawiało niezwykły efekt.

Obrazek
Przestrzeń biurowo-socjalna celulozowni. Na szczególną uwagę zasługują częściowo splądrowane szafki pracownicze, gdzie wciąż tkwiły resztki wyposażenia i odzieży. Najbardziej specyficznym elementem tego miejsca, zauważalnym na wszystkich zdjęciach z pabianickiej papierni jest dwukołowa taczka, tak zwana "japonka". Klimat tego miejsca budowało także specyficzne światło, dające wrażenie lamp sodowych.

Obrazek
Wchodząc na pomosty łączące pojemniki trudno nie zauważyć gąszczu rur i zaworów. Wokół mieszalników wciąż tkwiły liczne instrukcje obsługi, fotele czy proste narzędzia. Czas stanął w miejscu - wszystko wyglądało tak, jakby ostatni pracownicy wyszli stąd przed kwadransem. Warto odnotować, że materiał do mieszalników dostarczały spore taśmociągi transportujące surowce z magazynu zlokalizowanego za ścianą.

Obrazek
Trafiamy do głównej klatki schodowej zabudowanej wewnątrz wieży ciśnień. Przepiękne, żeliwne schody wiją się w górę niczym na szczyt baszty zamkowej. Co ciekawe, cała aparatura na jej szczycie wciąż istniała. Pomiędzy schodami widać potężną rurę, która kiedyś przewodziła wodę.

Obrazek
Pierwsza hala poziomu pierwszego sprawiała przygnębiające wrażenie. Ogólny nieład i dewastacja. Uwagę zwracała palarnia przyległa do hali, gdzie wiele przedmiotów socjalnych wciąż tkwiło na swoim miejscu. Przytłaczająca była też ilość rozgałęzień korytarzy, drabin wiodących na ślepe kondygnacje w dół lub górę i wszędobylskich, wąskich schodów.

Obrazek
W wielu miejscach mijamy przedmioty będące świadectwem przeszłości - żal myśleć, że gdyby nie ludzka głupota, fabryka działała by po dziś dzień. Piętro było niezwykle rozległe i rozbudowane - po więcej ujęć zapraszam do filmu umieszczonego w linku na koniec postu.

Obrazek
Hale na drugim piętrze sprawiały dużo lepsze wrażenie. Lepiej zachowane, bardziej przejrzyste, czystsze. To ciekawy fenomen, bowiem odwiedzając liczne fabryki tego kalibru zauważyłem pewną zbieżność - zazwyczaj najwyższa kondygnacja nie ulegała znacznej dewastacji. Z czego to wynikało?
Podejrzewam, że w tym przypadku za względnie świeży stan w znacznym stopniu odpowiadały prace przy odbudowie skutków spalenia górnych kondygnacji zakładu w 1996 roku.

Obrazek
Jedno z wielu miejsc, gdzie uroku zadają schody prowadzące jakby donikąd. Można się domyślać, że jeden z przycisków alarmowych przy stanowisku przeciwpożarowym na tym piętrze został kiedyś użyty dla ratowania zakładu przed pożogą. Na ziemi leżą jeszcze stare gaśnice, które z pewnością spadły z tablicy p.-poż.

Obrazek
...Już kiedyś ktoś nacisnął. Nigdy więcej to już nie nastąpi.

Obrazek
Drugie piętro obfitowało w ciekawe detale. W pamięci zapadło niewielkie pomieszczenie, w którym zalegały setki fabrycznie nowych masek gazowych, filtrów wszelkiego przeznaczenia i zestawów ratunkowych. Wisienką na torcie były gaśnice starego typu, liczne ślepe zaułki i schody wyprowadzające nierzadko w przedziwne miejsca.

Obrazek
Przykładem przedziwnej architektury fabryki, świadczącej o wielokrotnej przebudowie, może być ta klatka schodowa, którą śmiało można określić mianem "podwójnej". Główny ciąg łączył kondygnacje - pierwszą z drugą, poboczny zaś prowadził do wieży, w której umieszczono maszynownię dźwigu towarowego. Klatka ta, jak głosiły napisy na drzwiach do niej prowadzących, została wyłączona z użytku z racji na zły stan techniczny.

Obrazek
Opuszczamy tę część papierni kierując się do kotłowni, skąd skręcamy w stronę transformatorni. Od razu w oczy rzuca się przedziwny kontrast - część urządzeń została zdemontowana, tudzież rozkradziona, część natomiast... wciąż działała! Mało rzec, że w pomieszczeniu działało światło!

Obrazek
Niezbity dowód na jednym z mierników - w 2014 i na początku 2015 roku cząstka papierni wciąż żyła.

Obrazek
Sterownia elektryczna, z której wydobywało się specyficzne buczenie. Nadmienię w tym miejscu, że pomieszczenie było podpiwniczone - nikt nie odważył się zejść pod transformatornię do wilgotnej piwnicy z uwagi na setki kabli nie budzących żadnego zaufania. Na końcu pomieszczenia znajdowało się niewielkie biuro z pełnym wyposażeniem (widoczne na filmie), magazyn części zamiennych, wprawne oko odnalazło także załącznik syreny alarmowej na wypadek pożaru. Niestety - syrena z pewnością już nie działa, bowiem odcięto kable od włącznika.

Obrazek
Fragment jednej z szaf w magazynie części zamiennych, gdzie pośród setek kabli, bezpieczników, elementów ceramicznych znaleźć można było zapasowe latarnie, mierniki i rozmaity różny sprzęt elektryczny.

Obrazek
Jednemu z liczników brakło już bardzo niewiele, by osiągnąć wartość zerową...

Obrazek
Potężna, masywna suwnica wisząca nad transformatornią. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że maszyna wciąż działała. Widoczne ślady smaru, jak i fakt, że w budynku znajdowała sie energia elektryczna mówią same za siebie. Do suwnicy prowadziła długa drabinka ścienna zlokalizowana na jednym z narożników pomieszczenia.

Obrazek
Drzwi z transformatorni wyprowadziły nas do potężnej maszynowni wyposażonej w jakąś aparaturę nieznanego mi przeznaczenia. Ładne, schludne wnętrze, porządek i buczenie maszyn zza okien pochodzące z pobliskiej "Polfy" pozwoliły poczuć się tak, jak kilka lat temu, gdy miejsce to tętniło życiem zatrudniając setki osób. Pod stropem wisiała okazała suwnica. Na zdjęciu ciekawy komputer ścienny, którego działanie ukazałem na filmie.

Obrazek
Gaśnica, która spoczywa na kafelkowej posadzce pod jedną ze ścian.

Obrazek
Wychodząc tylnym wyjściem (z maszynowni) trafiłem na otwarty plac, na którym stała wieża - spichlerz. Prowadzące na nią kręcone schody były jak zaproszenie, aby ujrzeć zakłady z góry. Dach z wywietrznikami na (pierwszym planie) stanowi magazyn (miejsce, skąd drogę zaczynały taśmociągi wiodące do celulozowni), pomieszczenie ze świetlikami dachowymi i przylegającym szybem windy stanowił dział celulozowni, dalej zaś rozpościerały się kolejne hale. Najwyższy punkt stanowi wieża ciśnień.

Obrazek
Setki drabinek, dziesiątki przejść - któż nie korzystał by z okazji, by sprawdzić każde z nich? Papiernia pozostawiła jednak po sobie tajemnicę, której z pewnością nigdy już nie rozwikłamy - co mieściła mała wieżyczka zlokalizowana na szczycie dachu?

Obrazek
Duża wiata przylegająca do części magazynowej. Co ciekawe - za moimi plecami znajdowała się rzeka Dobrzynka, zaś nad nią przepuszczony został most wiodący do kolejnej wiaty. Można tutaj było znaleźć resztki materiałów tekturowych.

Obrazek
Kontynuując spacer wokół fabryki mijam liczne baraki, magazynki, opuszczony wózek czy zbiornik na sprężone powietrze. Pomiędzy traktem transportowym wiodą kolejne zdewastowane budynki. Ślady zdradzają, że były niegdyś połączone kładkami naziemnymi (podobnie jak w Z.P.W. Pawelana).

Obrazek
Jeden ze zniszczonych obiektów - wewnątrz na dobre panoszy się natura. Nic dziwnego, skoro nie ma stropów ani dachu. Jak powiedział były pracownik fabryki - podczas likwidacji pracownicy zadbali, aby ich dobro się nie zmarnowało i - uprzedzając komornika - sami odebrali to, w co włożyli tyle pracy. Deski z pewnością się przydały. Komicznie wyglądają lampy wewnątrz hal, które wciąż wiszą na swoim miejscu, stercząc na ocalałych krokwiach kilka metrów nad ziemią.

Obrazek
Jedna z wind w zniszczonych obiektach zatrzymała się pomiędzy parterem a pierwszym piętrem. Jak widać - instalacje wodne wciąż pozostają na swoim miejscu. Brakuje tylko sufitów...

Obrazek
Zagłębiając się coraz dalej w tę część zakładów zostałem natychmiast zatrzymany przez osobę patrolującą teren. Starszy człowiek przestrzegł mnie i nakazał opuścić budynek. Wskazał wciąż zamknięte pomieszczenie mówiąc: "człowieku, tutaj wciąż jest pełno nitrocelulozy". Ile w tym prawdy? Legenda głosi, że w obiektach papierni produkowano potajemnie nawet spłonki. Skoro wielki pożar wybuchł w sąsiednich budynkach na skutek zapłonu przy produkcji papieru pirotechnicznego, to co nitroceluloza robiła w tych, zniszczonych już obiektach?


I to by było na tyle z tematu Pabianickiej Fabryki Papieru. Temat bardzo ciekawy i rozległy - kto nie był, niechaj żałuje. Ze swojej strony dodam jeszcze, że eksploracja takich miejsc jest niezwykle niebezpieczna i wszelkie czynności jako osoba pełnoletnia wykonywałem na własną odpowiedzialność posiadając jednak oficjalne zezwolenie właścicieli obiektów.

Finalizując, jako uzupełnienie do artykułu, tradycyjnie, linkuję film, gdzie zobaczycie znacznie więcej ciekawych miejsc, niż na powyższych zdjęciach.



Przy realizacji niniejszego tekstu skorzystałem z archiwalnego numeru "Życia Pabianic" oraz informacji własnych, nabytych na drodze konsultacji z byłymi pracownikami fabryki.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 17 cze 2021, o 22:33 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 cze 2021, o 20:22
Posty: 5
Imię: Staszek
Na załączonym filmie YT widać sporo starych, elektrycznych opraw oświetleniowych, gdyby były tu zdjęcia z eksploracji, opowiedziałbym o tych oprawach coś ciekawego, ale zdjęć już nie ma :cry:


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 17 cze 2021, o 22:42 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 08:40
Posty: 8036
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Imię: Leszek
Zdjęcia się u mnie wyświetlają - jakiej przeglądarki używasz? Możliwe, że nie chce pokazać zdjęć, które nie są z "bezpiecznego" adresu (https://).

_________________
Jeśli gdzieś nie wyświetlają się moje zdjęcia, proszę o PM.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 17 cze 2021, o 22:47 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 cze 2021, o 20:22
Posty: 5
Imię: Staszek
Faktycznie - w Operze ich nie widać, a w Mozilla Firefox już tak, nie sądziłem, że to kwestia przeglądarki
Czasem darmowe serwery zdjęciowe przechodzą na formę płatną, i wielu nie decyduje się na płacenie, tracąc zdjęcia
Tak było chyba z Fotosikiem

Dzięki za pomoc, sorry za niepotrzebny alarm :glupek:


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 17 cze 2021, o 23:05 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 08:40
Posty: 8036
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Imię: Leszek
Niestety, spora część zdjęć faktycznie przestaje się wyświetlać, nie zawsze użytkownicy je uzupełniają (część nie zagląda już na forum, część nie ma już tych zdjęć, a części się po prostu nie chce).

_________________
Jeśli gdzieś nie wyświetlają się moje zdjęcia, proszę o PM.


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 18 cze 2021, o 10:36 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 cze 2021, o 20:22
Posty: 5
Imię: Staszek
le_szek napisał(a):
Niestety, spora część zdjęć faktycznie przestaje się wyświetlać, nie zawsze użytkownicy je uzupełniają (część nie zagląda już na forum, część nie ma już tych zdjęć, a części się po prostu nie chce).


Racja, taka rzeczywistość 8-)

PS - czy każdy mój post musi być moderowany zanim zostanie wyświetlony na stronie?
Jeszcze się z czymś takim na forum nie spotkałem, a z kilkoma miałem, jak pisałem, co czynienia, w tym także w roli moderatora


Góra 
 Zobacz profil  
 
 Post Napisane: 18 cze 2021, o 11:34 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 maja 2009, o 08:40
Posty: 8036
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza
Imię: Leszek
lawor11 napisał(a):
PS - czy każdy mój post musi być moderowany zanim zostanie wyświetlony na stronie?

Do momentu, kiedy napiszesz 10 postów w działach eksploracyjnych (ta właśnie liczba jest pokazana w profilu), wtedy automatycznie opuścisz grupę "Nowi użytkownicy".
Musieliśmy wprowadzić takie ograniczenie ze względu na spamerów (z tego samego powodu "Nowi użytkownicy" nie mogą zamieszczać klikalnych linków).

_________________
Jeśli gdzieś nie wyświetlają się moje zdjęcia, proszę o PM.


Góra 
 Zobacz profil  
 
Dodaj do: Wypowiedź dla Wykop Wypowiedź dla Facebook
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 

Strona główna forum » Eksploracja » Obiekty przemysłowe » Obiekty przemysłowe - Łódzkie


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

 
 

 
Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

[ Time : 0.540s | 16 Queries | GZIP : Off ]